poniedziałek, 11 listopada 2013

Pomorskie spotkanie twórczych istot :-)

Oczywiście na moim blogu znów pająki łażą i pajęczynami obrośnięty (może to z powodu Halloween?), mimo to zacznę od spraw bieżących :-)

W ostatnią sobotę odbyło się spotkanie kreatywnych ludków z pomorskiego. W zasadzie zorganizował je blog 




ale mogła tam przybyć każda twórcza dusza :-) Było cudownie, twórczo, ciekawie, kreatywnie strasznie! Bardzo jestem zadowolona. To akurat dzięki Ki, bo mnie zaprosiła i pilnowała, żebym była :-)



Było tylu fotografów ze specjalistycznym sprzętem, że nie śmiałam wyciągać mojego smartfonowego klikacza, dlatego zdjęcia zamieszczone w tym poście są absolutnie nie moje, a pod każdym z nich umieszczę zacnego autora :-)
Bardzo dziękuję tym fotografom za uwiecznienie mojej osoby i muszę przyznać, że zdjęcia bardzo mi się podobają, a szczególnie to, zrobione przez Asię :-)

http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/
http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/
http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/
http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/
A tu wszyscy razem (dwa zdjęcia, bo była zmiana fotografa :-))

http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/



http://asiscrapki.com.pl/wordpress/2013/11/sopockie-spotkanie-pc/

Tu fotki od Kasi i Norberta (przesympatyczni oboje!):

http://artnova24.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftuje-w-sopocie-relacja-z.html

http://artnova24.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftuje-w-sopocie-relacja-z.html



http://artnova24.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftuje-w-sopocie-relacja-z.html
Przemiła Madzioza, która przybyła ąż z kujawskiego, także mnie złapała w kadr :-)

http://zakreconaja.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftowao-kujawskie-tez-tam.html

I nawet pozwoliła mi nabazgrać w swoim prześlicznym pamiętniczku!

http://zakreconaja.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftowao-kujawskie-tez-tam.html

http://zakreconaja.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftowao-kujawskie-tez-tam.html
I jeszcze parę foteczek od gwizdniętych ze strony PC:

http://pomorskie-craftuje.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftuje-sopot-2013-relacja.html

http://pomorskie-craftuje.blogspot.com/2013/11/pomorskie-craftuje-sopot-2013-relacja.html

Po pierwsze bezczelnie świsnęłam tylko zdjęcia z moją facjatą, ale zapraszam Was gorąco do obejrzenia i przeczytania  pełnych relacji na pozostałych blogach, których lista jest w tym poście na blogu PC :-)

Po drugie, wymieniłam tylko autorów zdjęć celowo nie opisując innych zaistniałych tam relacji towarzyskich, ponieważ nie z każdym udało mi się porozmawiać, a wszystkim jestem tak samo wdzięczna za wspólnie spędzony czas ♥
Wszystkich pozdrawiam serdecznie i nie omieszkam jeszcze bliżej poznać :-)

Dziękuję także sponsorom. Co prawda wykonałam jedynie podstawę do taga, bo zaplanowałam robienie czegoś nie ze scrapowej dziedziny, za co się w rezultacie nie zabrałam, bom zbyt gadatliwe babsko :-)

Mam nadzieję na następnym spotkaniu stworzyć coś tak jak inni ;-)



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Nietypowy ślubny komplet :-)



Całkiem niedawno, pewna młoda dama udająca się na wesele przyjaciół w koralowej sukni, z partnerem ubranym w chabrowy garnitur zażyczyła sobie kompletu: torebki na litrowego whiskacza do niesienia dla niego i karteczki w torebeczce do niesienia dla niej.
Kto robi kartki ten wie, że znaleźć dokładnie takie zestawienie kolorów graniczy z cudem, jednak mnie ten cud się przydarzył :-)
Dorwałam serwetki dokładnie w takich kolorach i na dodatek z roślinnym wzorem i tak powstał ten zestaw :-)


Wewnątrz torebki znajdują się wkładki wycięte ze styropianu i kartonu na dnie i na wysokości szyjki. Ta na dnie jest po to, żeby butla nie wypchnęła i nie wygięła dna i w końcu nie wyleciała spodem. Jest zrobiona z trzech warstw: karton, styropian i karton. Od spodu jest pełna, od wierzchu widać w niej otwór, który utrzyma butelkę w centralnym punkcie. Wkładka u góry jest wykonana podobnie, z tym, ze ma otwór na wylot, bo znajduje się na wysokości szyjki i daje tyle, że butelka nie ma możliwości położyć się na którejkolwiek ze ścianek torebki. Jest widoczna od góry, więc poczyniłam na niej dekupaż serwetkowy :-)


Karteczka jest dodatkowo zapakowana w etui, na którym widnieją inicjały Pary Młodej.





Tu, do zdjęcia wnętrze kartki jest puste, białe, ale docelowo zostało oczywiście wypełnione tekstem :-)
Na załamaniu od zewnątrz umieściłam serducho, a po jego lewej stronie przykleiłam specjalnie zrobioną kopertę na forsę :-)


W praktyce opakowanie zdało swój egzamin, nie było z nim najmniejszych problemów. Co najważniejsze idealnie pasowało do strojów i spowodowało, że na pewno nie zostali niezauważeni :-)
A ja ... uwielbiam takie wyzwania, kiedy robię coś konkretnie pod kogoś :-)

Miłego dzionka życzę czytaczom :-)

PS. Iwonko D. - nie zapomniałam o Tobie, nadal są szanse, że otrzymasz ten wykrój :-D

piątek, 16 sierpnia 2013

Retrospekcja - Skończyła mi się torebka a już mam ją z powrotem :-)

Dziś znowu troszkę zaległości pokażę, tym razem chodzi o maj :-)
Czego o mnie jeszcze nie wiecie, noszę różne ubrania, nie podążam za modą, staram się ubierać stosownie do sytuacji, jednak w większości przypadków priorytetem jest wygoda i praktyczność.
Dlatego na co dzień preferuję strój luźny, sportowy (pracuję w domu, więc mogę).
Mieszkam z dala od miasta, więc kiedy wskakuję do auta i pędzę do Biedronki czy innego pobliskiego sklepu, po prostu potrzebuję funkcjonalną torebkę. Moja druga najukochańsza zakończyła żywot (pierwsza najukochańsza też straciła życie dawno, ale jej zwłok sobie nie zachowałam, bo akurat byłam w fazie "nie chomikuj") więc postanowiłam w ramach wprawki przywrócić ją do funkcjonowania. Widać, że zamki są wysłużone, bo to nie miało być dzieło krawcowej a jedynie sprawdzian: "Czy ja w ogóle umiem?". Po prostu, rozprułam starą (to nie był jakiś markowy hit, ot zwykła torba z rynku) i z posiadanych tkanin odzyskowych zrobiłam nową.
Następna na pewno będzie miała inaczej wszytą podszewkę, ale tu jest jak jest. Najważniejsze, że torba służy mi jak ta lala :-)






Obecnie spod igły wychodzi plecak, ale jeszcze nie ma co pokazać :-)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nie po kolei, ale dalej zaległości :-)

Obecnie ciągle zwijam rożki, ale o tym za jakiś czas, bo się pogubię w tym co już pokazałam a czego jeszcze nie :-) Kiepsko u mnie z czasem. Dziś wpadłam na moment do kilku z Was. Zaatakowałam szyciowe tematy, bo jestem akurat w tej fazie (oczywiście oprócz tego co zwykle). Biorę też udział w Letniej Akademii Szycia i jak dotąd udało mi się pokonać trzy etapy, czyli uszyć torbę na zakupy, poszewkę na jasia i kosmetyczkę. Też pokażę ... niebawem:-)
Teraz jak to piszę, to tak sobie myślę, że może nawet nie będę się tak trzymała tej kolejności. Może trochę z bieżących rzeczy ujrzy światło dzienne na przemian z dawniejszą twórczością.

Tymczasem karteczka inna całkiem ale zrobiona jak ta klik, czyli także z miejscem na grubą kasę :-)
Spodobał się taki sposób chowania kasiorki.


Ten kremowy, perłowy papier jest wytłaczany w cudne kwiaty i tak piękny, że nie wiele mu już potrzeba ozdób, dlatego wybrałam tylko parę motyli i złoty napis :-)



Pudełeczko przezroczyste od góry, na boku złoty pas.






Zobaczcie ile jeszcze wlezie tu takich dwusetek :-)








Inspirowane tym wyzwaniem, ale w kółeczku umieściłam napis a wg wytycznych miał być na środku, poza kółkiem, więc nie wzięłam w nim udziału :-)

http://casethissketch.blogspot.com/2013/06/cts-32.html


Wiem, że jeszcze nie odpowiedziałam na Wasze poprzednie komentarze, za które dziękuję z całego serca, ale wierzcie mi, że to nastąpi ... niebawem :-)

środa, 31 lipca 2013

Kapcie - moje pierwsze uszyte :-)

Uszyte z ikeowskiego kocyka, tego samego, z którego powstała podusia z kaczką i pledzik
Są już zmechacone, bo fotografowane już po praniu.




A wszystko zaczęło się tak:

Jeszcze w zeszłym roku pokazały się w Biedronce takie oto kapcie. Od dawna chciałam sobie takie uszyć, więc jak je tylko zobaczyłam, od razu wiedziałam, że je kupię. Koszt 8 zł, więc strasznie nie ryzykowałam. Żałowałam, że nie było mojego rozmiaru - 41.
W zasadzie zaraz po zakupach zabrałam się za destrukcję. Zamierzoną oczywiście. Kapcie za tą cenę nie mogły być wyrobem wartościowym, więc od razu przeznaczyłam je na wzór :-)
Łatwo nie było, bo ścieg drobny a materiał frotowaty i elastyczny, ale jakoś poszło. Każdy etap dokładnie obfociłam, co by jakoś się w tym potem połapać.





Jakież było moje zdziwienie, kiedy z wnętrza wyciągnęłam warstwę odpowiedzialną za miękkość podeszwy. Okazała się zwykłym spienionym PCV używanym jako zabezpieczenie podczas przesyłek np. sprzętu RTV. Pomyślałam wtedy: Zobacz jakie to proste, a Ty łamałaś sobie głowę jak tu wykonać sprężystą podeszwę!



Dokładnie taką miękką piankę miałam w na stanie, bo stale przesyłam coś klientom, więc muszę takie rzeczy posiadać.












Jak widać podeszwa okazała się składać z trzech warstw.

Górna część składała się z dwóch warstw.


Na wysokości pięty znalazłam kawałeczek gumy.



I w tym stanie różowe baleriny przeleżały aż do kwietnia bodajże :-) Cóż czas tak szybko leci ...
Jeszcze w starym roku kupiłam w SH grube skórzane spodnie motocyklowe. Uznałam, że to będzie najlepsza i niezastąpiona rzecz na podeszwy.
Dziś wiem, że się myliłam i cieszę się z tego bardzo, bardzo!
Otóż wraz z nastaniem nowego roku postanowiłam zdecydowanie zrealizować swoje dawne już marzenie, mianowicie zostać wegetarianką :-) W rezultacie zostałam weganką, czyli nie spożywam mięsa, ryb ani niczego, co pochodzi od zwierząt, w tym jajek i nabiału).
Początkowo skupiłam się na podstawach, czyli diecie.
Inne aspekty weganizmu zaczęły docierać do mnie później i nadal wciąż się uczę.

Kiedy w końcu zasiadłam do szycia moich kapci, uświadomiłam sobie, że na podeszwy mam własnie skórę. Czyli produkt jakby nie patrzeć kompletnie sprzeczny z moją nową ideologią (bowiem weganie nie tylko nie jedzą ale także nie używają produktów, do których wykorzystuje się zwierzęta). I od razu chęci mnie opadły i bo nie wiedziałam co począć. Na szczęście, to był tylko pierwszy moment. Tak czy owak, ponieważ staram się nie marnotrawić niczego, postanowiłam, że nawet jeśli w tej chwili wyrzucę tę skórę i użyję czegoś innego, nic to już nie pomoże bykowi, z którego ją zdjęto niestety. Wręcz tym bardziej, jego ofiara poszłaby na marne. Wobec tego postanowiłam ją użyć. 

Oczywiście nigdy później już nie kupiłam skóry naturalnej i dzięki temu poznałam zalety skór sztucznych, ale o tym napiszę kiedy pokażę kolejną uszytą parę kapci :-)

Rozpoczęłam od wykroju nie powiększyłam go do rozmiaru 41, bo nie miałam pojęcia jak :-) Postanowiłam zostawić górę bez zmian i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Drugim raczej nie wegańskim składnikiem był filc, którym postanowiłam zastąpić tą cieniutką piankę w podeszwie. Kupiłam w tym celu (wtedy w ogóle nie zastanawiałam się z czego się robi filc) parę wkładek do obuwia. Można je kupić w każdym wnet sklepie z butami.

Warstwę ostatnią, tą co dotyka podłogi, czyli w tym przypadku skórę, wycięłam wg tej filcowej wkładki, ale z półcentymetrowym zapasem na szwy.

I w ten sposób powiększyłam podeszwę do rozmiaru 41, a wierzch pozostał w rozmiarze 40 :-)
Efekt widać na gotowym wyrobie w postaci podniesionych nosków, co wbrew pozorom w ogóle nie przeszkadza w chodzeniu.




Przyznaję, że przy szyciu nie zaglądałam do zdjęć różowego kapcia i pogubiłam się w konstrukcji wierzchu. Między warstwami podeszwy umieściłam tylko piankę (chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście zda egzamin, co by mi bardzo odpowiadało). Filcową wkładkę włożyłam luzem do kapcia.
Skończyło się to tak, że na samej górze miałam nie zeszyty brzeg i w dodatku zewnętrzny materiał zrobił się mniejszy :-)


Wówczas wpadłam na pomysł obszycia tego brzegu elastyczną koronką. Pomysł okazał się strzałem w 10 :-) Kokardka satynowa ostatecznie przemieniła kapciuchy w eleganckie baleriny!



Powiem Wam, że kapcie okazały się cuuuuuudowne! Początkowo chodziłam w nich bez filcu, korzystając tylko z pianki. Oczywiście już po pierwszym dniu w ogóle przestałam ją czuć. Zrobiło się twardo, jakby jej w ogóle nie było. Wtedy włożyłam do kapci filcowe wkładki. Ten pomysł okazał się genialny, bo po pierwsze filc także się spłaszcza z czasem, więc warto by wkładka była wymienna, po drugie do prania można ją wyjąć na przykład.

Kapcie służą mi do dziś. Mam je na nogach pisząc tego posta. Były prane wiele razy, bo mieszkam poza miastem i na dodatek mam w domu ciągły remont, więc brudzą się szybko.
Dlatego następne uszyłam z ekologicznej skóry i w trochę inny sposób, ale o tym opowiem niebawem :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

POMORSKIE CRAFTUJE