INFO

Dawno planowałam przeprowadzkę, bo mi się nie podoba mój adres blogowy. Trudno go zapamiętać a jeszcze trudniej komuś podać. Teraz będzie łatwiej:

Chciałam importować tego bloga, żeby mieć tam Wasze komentarze i wszystko, ale one się pokazują owszem, jednak bez Waszych buziek i awatarków, więc zrezygnowałam. Po prostu zacznę od nowa.
Jednak zdecydowałam, że skopiuję wpisy, żeby w nowym miejscu mieć wszystko uporządkowane. Komentarze rzeczywiście nie mają avatarów niestety.

Mam wielką nadzieję, że podążycie tam za mną:-)

Będę tu publikować jeszcze przez jakkiś czas skróty postów z nowego miejsca, żeby każdy z Was, moich obserwatorów, czytelników, klientów i zaglądaczy mógł mnie znaleźć :-)

środa, 31 lipca 2013

Kapcie - moje pierwsze uszyte :-)

Uszyte z ikeowskiego kocyka, tego samego, z którego powstała podusia z kaczką i pledzik
Są już zmechacone, bo fotografowane już po praniu.




A wszystko zaczęło się tak:

Jeszcze w zeszłym roku pokazały się w Biedronce takie oto kapcie. Od dawna chciałam sobie takie uszyć, więc jak je tylko zobaczyłam, od razu wiedziałam, że je kupię. Koszt 8 zł, więc strasznie nie ryzykowałam. Żałowałam, że nie było mojego rozmiaru - 41.
W zasadzie zaraz po zakupach zabrałam się za destrukcję. Zamierzoną oczywiście. Kapcie za tą cenę nie mogły być wyrobem wartościowym, więc od razu przeznaczyłam je na wzór :-)
Łatwo nie było, bo ścieg drobny a materiał frotowaty i elastyczny, ale jakoś poszło. Każdy etap dokładnie obfociłam, co by jakoś się w tym potem połapać.





Jakież było moje zdziwienie, kiedy z wnętrza wyciągnęłam warstwę odpowiedzialną za miękkość podeszwy. Okazała się zwykłym spienionym PCV używanym jako zabezpieczenie podczas przesyłek np. sprzętu RTV. Pomyślałam wtedy: Zobacz jakie to proste, a Ty łamałaś sobie głowę jak tu wykonać sprężystą podeszwę!



Dokładnie taką miękką piankę miałam w na stanie, bo stale przesyłam coś klientom, więc muszę takie rzeczy posiadać.












Jak widać podeszwa okazała się składać z trzech warstw.

Górna część składała się z dwóch warstw.


Na wysokości pięty znalazłam kawałeczek gumy.



I w tym stanie różowe baleriny przeleżały aż do kwietnia bodajże :-) Cóż czas tak szybko leci ...
Jeszcze w starym roku kupiłam w SH grube skórzane spodnie motocyklowe. Uznałam, że to będzie najlepsza i niezastąpiona rzecz na podeszwy.
Dziś wiem, że się myliłam i cieszę się z tego bardzo, bardzo!
Otóż wraz z nastaniem nowego roku postanowiłam zdecydowanie zrealizować swoje dawne już marzenie, mianowicie zostać wegetarianką :-) W rezultacie zostałam weganką, czyli nie spożywam mięsa, ryb ani niczego, co pochodzi od zwierząt, w tym jajek i nabiału).
Początkowo skupiłam się na podstawach, czyli diecie.
Inne aspekty weganizmu zaczęły docierać do mnie później i nadal wciąż się uczę.

Kiedy w końcu zasiadłam do szycia moich kapci, uświadomiłam sobie, że na podeszwy mam własnie skórę. Czyli produkt jakby nie patrzeć kompletnie sprzeczny z moją nową ideologią (bowiem weganie nie tylko nie jedzą ale także nie używają produktów, do których wykorzystuje się zwierzęta). I od razu chęci mnie opadły i bo nie wiedziałam co począć. Na szczęście, to był tylko pierwszy moment. Tak czy owak, ponieważ staram się nie marnotrawić niczego, postanowiłam, że nawet jeśli w tej chwili wyrzucę tę skórę i użyję czegoś innego, nic to już nie pomoże bykowi, z którego ją zdjęto niestety. Wręcz tym bardziej, jego ofiara poszłaby na marne. Wobec tego postanowiłam ją użyć. 

Oczywiście nigdy później już nie kupiłam skóry naturalnej i dzięki temu poznałam zalety skór sztucznych, ale o tym napiszę kiedy pokażę kolejną uszytą parę kapci :-)

Rozpoczęłam od wykroju nie powiększyłam go do rozmiaru 41, bo nie miałam pojęcia jak :-) Postanowiłam zostawić górę bez zmian i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Drugim raczej nie wegańskim składnikiem był filc, którym postanowiłam zastąpić tą cieniutką piankę w podeszwie. Kupiłam w tym celu (wtedy w ogóle nie zastanawiałam się z czego się robi filc) parę wkładek do obuwia. Można je kupić w każdym wnet sklepie z butami.

Warstwę ostatnią, tą co dotyka podłogi, czyli w tym przypadku skórę, wycięłam wg tej filcowej wkładki, ale z półcentymetrowym zapasem na szwy.

I w ten sposób powiększyłam podeszwę do rozmiaru 41, a wierzch pozostał w rozmiarze 40 :-)
Efekt widać na gotowym wyrobie w postaci podniesionych nosków, co wbrew pozorom w ogóle nie przeszkadza w chodzeniu.




Przyznaję, że przy szyciu nie zaglądałam do zdjęć różowego kapcia i pogubiłam się w konstrukcji wierzchu. Między warstwami podeszwy umieściłam tylko piankę (chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście zda egzamin, co by mi bardzo odpowiadało). Filcową wkładkę włożyłam luzem do kapcia.
Skończyło się to tak, że na samej górze miałam nie zeszyty brzeg i w dodatku zewnętrzny materiał zrobił się mniejszy :-)


Wówczas wpadłam na pomysł obszycia tego brzegu elastyczną koronką. Pomysł okazał się strzałem w 10 :-) Kokardka satynowa ostatecznie przemieniła kapciuchy w eleganckie baleriny!



Powiem Wam, że kapcie okazały się cuuuuuudowne! Początkowo chodziłam w nich bez filcu, korzystając tylko z pianki. Oczywiście już po pierwszym dniu w ogóle przestałam ją czuć. Zrobiło się twardo, jakby jej w ogóle nie było. Wtedy włożyłam do kapci filcowe wkładki. Ten pomysł okazał się genialny, bo po pierwsze filc także się spłaszcza z czasem, więc warto by wkładka była wymienna, po drugie do prania można ją wyjąć na przykład.

Kapcie służą mi do dziś. Mam je na nogach pisząc tego posta. Były prane wiele razy, bo mieszkam poza miastem i na dodatek mam w domu ciągły remont, więc brudzą się szybko.
Dlatego następne uszyłam z ekologicznej skóry i w trochę inny sposób, ale o tym opowiem niebawem :-)

12 komentarzy:

  1. o rzesz zdolniacho! ale czad ! Też chcę takie:DD ale jak Ty to robisz że Ci sie podeszwa nie przeciera??? Jak kupiłąm sobie w auchan baleriny z gumową podeszwą do chpdzenia na codzień to mi się po miesiącu zdarły :/ a kapcie to po 2 tygodniach zdzieram://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać trza Ci uszyć jakieś pancerne kapciory :-)

      Usuń
  2. świetne, świetne! szukam czegoś podobnego dla mnie i dla córeczki. nie wiem tylko czy dam radę odtworzyć wykrój, ale w sumie jest tak łatwy i potrzeba tak niewiele materiału, że parę prób można przeprowadzić, żeby dojść do właściwego wzoru ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, mam ten wykrój, postaram się go Tobie wysłać, tylko uzbrój się w cierpliwość, bo przy moim braku czasu to może potrwać :-)

      Usuń
  3. Ale czad! Świetne są! Nie miej wyrzutów, że użyłaś skóry, którą już masz, wszak jak piszesz - bykowi to życia nie wróci. Niestety. Skóra to dobry materiał na podeszwę - trwały. No ekstra wyszły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super kapciory! kiedyś, lata temu szyłam sobie takie. Czas uszyć nowe :)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie je zobaczę. W twoim wydaniu to pewnie będą "le kapciee", taka Francja elegancja :-)

      Usuń
  5. Fantastyczne!!!! Tez sie do takich zabieram ale jak widac na razie to jest jak przyslowiowy "pies a jeza " :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daga śmiało uszyj. Nie jest tak tragicznie ha ha

      Usuń
  6. Takie kapciuszki uwielbiam! Będę musiała takie uszyć sobie i córce, więc jeszcze wrócę do tego posta, żeby podeprzeć się Twoją praktyką :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja zazdroszczę takich zdolności. Kapcie, tudzież papcie i ciapcie rewelacyjne. I w życiu bym nie pomyślała, że wykonane w domu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz czytam z uwagą i wielką radością.
Ślicznie dziękuję za dobre słowo i życzę dobrego dnia, a może nocy :-)

Every comment I read with care and great joy.
Lovely thank you for kind words and I wish you a good day, and maybe the night :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

POMORSKIE CRAFTUJE